Miesięczne Archiwa: Wrzesień 2003

nie ma tematu – bo co?

Nie mam nic do powiedzenia… A to dziwne, bo lubię mieć „ostatnie słowo”, zresztą pierwsze i środkowe też.
Mam to dzisiaj wszystko głęboko w nosie i tę cholerną pogodę też!!!

tak ma być!!!!!

wewnętrzny regulamin korzystania z internetu:

1. przy pomocy sieci należy sie dobrze bawić

2. żeby punkt pierwszy był możliwy do spełnienia nie zaleca się siedzenia w sieci dłużej niż dwie godziny dziennie

3. korzystanie z internetu jest dopuszczalne tylko w stanie pełnej świadomości

4. pod wpływem jakichkolwiek środków odurzających obowiązuje ABSOLUTNY zakaz uruchamiania komputera

5. jeżeli z bliżej nieokreślonych względów powyższy zakaz został złamany zaleca się powstrzymanie się od „rozrabiania jak pijany zając”, nawet w przypadku, gdy jest się kobietą

to na razie wszystko

…wzór na obliczenie powierzchni koła?????

Pierwsze pytanie testowe:
Za co został skazany Al Capone? Oczywiście kilka odpowiedzi do wyboru, dobrze, że miedzy innymi te nieszczęsne podatki, hehe
Dalej to nawet Narutowicza wtrynili, datę referendum i „pi” r kwadrat – ……….
Na pewno, ale to na pewno nie ja wysyłałam do nich moje cv
A teraz sobie coraz bardziej nudzę i marudzę, bo to w końcu jest mój blog i tak mi się w tej chwili chce.

nie lubię tego miasta

no i co???
mam pół godziny czasu i zamiast iść na kawę to ja jak w dym do kafejki internetowej.
Tylko, że ja tak strasznie nie lubię tego miasta, że kawa w jakiejkolwiek kawiarni i w dodatku samotnie stanęłaby mi w gardle :(((
Ale mnie porąbało :)))
A z drugiej strony jak mam łazić po ulicach i mijać cyganów, oferujacych wróżby lub patelnie, albo narkomanów dajacych sobie w żyłę to chyba lepiej, ze tutaj weszłam.
Kafejko internetowa – spadłaś mi z nieba w tej, chyba najbrzydszej, stolicy województwa!!!!

hmm

Jestem upierdliwa, ale tak sobie myślę, ze chyba powinnam byc zdenerwowana, hę? No i dlaczego nie jestem? Bo nie jestem, naprawdę, albo znowu coś mi się wydaje.
Jakkolwiek to będzie wygladało to potem się odprężę – mam babskie spotkanie i mam zamiar dobrze sie bawić, poplotkować, poobgadywać paskudnie pewną panią pseudopsycholog, która w poprzednim wcieleniu była indykiem. I na pewno znowu się czegoś napiję – dobrze, że transport do domu zapewni małżonek.
Koniec, koniec, wypisuje jakieś bzdury, ide sobie

nadzieja matką głupich????

No i ruszyło coś w końcu..
Jutro jadę pisać test kwalifikacyjny dla kandydatów na stanowisko, o które się ubiegam:))
Ile ja wysłałam tych cv, że nawet nie kojarzę nazwy firmy?????????

telefon

Mniej więcej o 21 zadzwonił Jej telefon. Dwa sygnały, nieznany numer, nawet nie zdążyła odebrać.
Do pokoju wchodzi On i od razu pyta „kto dzwonił?”
Ona mówi, że nie wie, nie zna tego numeru.
On stwierdza, że to dziwne jest bardzo, że ktoś dzwoni o tej porze i zaraz odkłada słuchawkę – to na pewno coś oznacza.
Ona mówi, że nie będzie dzwoniła pod ten numer, żeby sprawdzić co ktoś chciał, bo jeżeli to nie pomyłka to ten ktoś na pewno jeszcze zadzwoni i wątpliwości się rozwieją.
On wpada na światły pomysł, żeby zadzwonić do biura numerów – tam na pewno powiedzą czyj ten numer jest (zgłupiał zupełnie?).
Niby nic takiego nie zostało powiedziane, ale przez Jej głowę zaczynają przelatywać pewne wspomnienia. Wszystkie pytania typu „gdzie byłaś tak długo?”, „dlaczego chcesz tam iść sama ?”, „kim jest ten facet, który ci się ukłonił?”, „czy na pewno musisz jechać na te szkolenie?” brzęczą natrętnie w głowie, a stwierdzenia, że „na pewno ktoś będzie Cię zaczepiał” wywołują krzywy uśmiech… Tak… Bo Ona, jakby ktoś miał wątpliwości, jest pieprzoną „gwiazdą filmową”…
Ona bardzo, ale to bardzo żałuje, że On nigdy nie zapyta konkretnie – „masz kochanka?”.
Ona odpowiedziałaby wtedy z dziką rozkoszą – „tak, kochanie, mam”.
I niechby On, na swoje własne życzenie, trochę się, kurwa, pomęczył zanim Ona nie wyprowadziłaby go z błędu…..

JESTEM WIELKA!!!

Znajomy, który ulepsza czasem mój komputer zainstalował mi kiedyś Kazaa, ale po jakimś czasie rzeczona Kazaa poszła sobie w cholerę, a ja, głupia trąba zachodziłam w głowę gdzie????
Przedwczoraj mnie olśniło (hehe wcześnie..) i poszukałam tej francy na jednym z dysków. I co???? Sama zainstalowałam, więcej rzeknę – sama ściągnęłam sobie parę utworków..
Cóż, potrzeba jest matką wynalazków więc pomaga również w innego rodzaju olśnieniach, a tak bardzo, bardzo, bardzo potrzebowałam jakiegoś mocnego, rockowego uderzenia – i wcale nie jako antidotum na jazz;) – w domu mam za mało jednak rocka na płytach.
Nooooo, nawet dzisiejsze dyskusje o brudnych oknach nie są w stanie zepsuć mi humorku – mam na razie w nosie moje najbrudniejsze na świecie okna :))

odkrycie :)

Siedziałam wczoraj do pierwszej w nocy i słuchałam…. Dostałam niedawno dwie płytki – i słucham – sama jestem zdziwiona… Co prawda przy wiadomym utworze, wiadomej wykonawczyni nie trzeba mnie „obcęgami od głośników”, ale muszę przyznać (znowu, jasna cholera, jestem zgodna :) ), że jest już kilka takich przy których trzeba będzie.
Powiem teraz tak – HIM nie powędruje ani do piwnicy, ani na balkon, ani w inne odludne miejsce – wczoraj też ich słuchałam – w przerwie – bo chciałam sprawdzić wrażenia. Ale wrażenia się nie zmieniły – mam teraz po prostu troszkę więcej utworów, których lubię słuchać. No tak. A co właściwie na tych płytkach jest???? Jazz podobno – no naprawdę trudno jest mi przypasować muzykę z tego prezentu do moich wcześniejszych o niej wyobrażeń ….
Ktoś niedawno bardzo pięknie mi jazz opisał – ja tego robić nie będę bo po prostu nie potrafię…
Dziękuję Ci bardzo za prezent.

dialog – któryś tam z kolei..

Mama (ostrożnie)
- kochanie, dzieci nie za często chodzą do kościoła, prawda? I Ty również?
Ja
- dzieci czasem chodzą, a ja, jak wiesz, nie chodzę wcale, bo nie odczuwam takiej potrzeby. Poza tym sutanna działa na mnie jak płachta na byka i nie stać mnie na to, żeby z własnej woli wysłuchiwać kazań. No i, w związku z tym, jak myślisz, mamo, jakich argumentów JA mogłabym użyć, żeby ich zachęcić???
Mama (dalej w miarę ostrożnie)
- powinnaś zadbać o to, żeby dzieci chodziły częściej. I ty też powinnaś zacząć. Na pewno nie usłyszycie tam niczego złego
Ja
- bardzo możliwe, ale nie przekonuj mnie już, proszę.
Mama (nie ma zamiaru dać za wygraną)
- ale naprawdę powinnaś, dziecko..(?!). Zobacz… Taka Matka Teresa ..
Ja (delikatnie się krzywię)
- mamo proszę – Matka Teresa nie jest księdzem, poza tym – nie chcę.
Mama (poprawia się energicznie na fotelu co oznacza nieodpartą ochotę na dyskusję)
- ale naprawdę, córeczko… Na pewno poczułabyś się lepiej gdybyś…
Ja (przerywając)
- czuje się dobrze i nie potrzebuję księży do poprawy mojego samopoczucia.
Mama (no – teraz czas na artylerię…)
- poza tym mogłabyś trochę „wziąć” się za dom, posprzątać w szafkach, przeczytać coś poza tymi Twoimi horrorami. Zobacz, na przykład mogłabym przynieść Ci …
Ja (już wiem, że cokolwiek dalej powiem nie będzie do końca zależne ode mnie)
- mamo. Proszę… poza tym nie czytam teraz horroru, ale wzięłam się za harlequny (to celowo, bo jestem już zła – poprawia mi się gdy widzę zgrozę w oczach mojej kochanej mamy) – wiesz… to takie romantyczne….
Mama (teraz naprawdę jest zbulwersowana…)
- naprawdę nie powinnaś czytać takich rzeczy. Przyniosę Ci coś Wołoszańskiego a pojutrze przyjdę i razem zrobimy u Ciebie generalne porządki.
Ja (k….., uwielbiam porządki, szczególnie w towarzystwie mamy..)
- mamusiu.. nie chcę Wołoszańskiego, (i tutaj mój język zaczął żyć własnym życiem…) poza tym nie mam dużo czasu na czytanie, bo siedzę w internecie. A mówiłam Ci, że chcę sobie zrobić tatuaż???
Mama (trochę mi lepiej – wytrąciłam ją z równowagi – jestem małpa..)
- PO CO CI TATUAŻ??? Co na to A.? I co powiedzą dzieci??? Kiedy ty dorośniesz???
Ja (udając, że jestem trochę zdziwiona jej wybuchem)
- no wiesz mamo… umówiłyśmy się z Beatką, że dla poprawy nastroju zrobimy sobie tatuaż. No i chciałabym wybrać jakiś ciekawy. Wiesz, to nie jest łatwe… Poza tym to przecież nic złego, a wygląda seksy..
Mama (…………….)
- widzę, że porozmawiam z tobą dzisiaj poważnie. Jeżeli nie chcesz to nie będę przychodzić. I dlaczego ma być seksy? Masz męża, dzieci, zacznij wreszcie myśleć jak dojrzała osoba!

No i wyszło na to, że jestem wredna córką… A przecież ją kocham, tylko dlaczego zawsze stara się mnie wychowywać na nowo i przekonywać do rzeczy, których nie chcę robić. I dlaczego jej argumenty zawsze odnoszą odwrotny skutek do zamierzonego??????????
A tak dla porządku – nie czytam harlequinów ;))))