Miesięczne Archiwa: Październik 2003

ogłoszenie

chciałabym niesmiało zapytać, czy ktokolwiek z was wie gdzie można kupić jakąś sprawną berettę…
Mam dość !!!! powystrzelam po prostu panów, odpowiedzialnych za mój dostep do sieci – i już!!!!
I jeszcze jedno – ostatnio panuje bardzo zaraźliwa choroba – zawieszanie działalności. Ja sie właśnie zaraziłam.
Nie wiem kiedy wrócę, bo myślę, że wrócę, ale na razie jestem chora.
Pa

dopisek 30-10-2003
poprawiłam – nikt nie powiedział, że źle napisałam „beretta”!!!

Przyczyna, skutek – na pewno? Zależy, z której strony się patrzy.

Realna kara o parę lat wyprzedziła wirtualną winę.
A czy to winą w ogóle nazwać można?
Marzeniom przecież nie da się kierunku nadać ani zmienić go, gdy w którąś stronę samowolnie już zmierzają.
Niech będzie, że wina.
Wirtualna wina zamieni się kiedykolwiek w realną?
I czy urealnienie będzie rozwiązaniem?
Czy wtedy marzenie w zemstę się nie zmieni – płaską, pustą i prymitywną?
A tak właściwie to czy rozwiązanie jakiekolwiek jest potrzebne?

Dla „spokojności” ducha pozostawić to trzeba tak jak jest.

Oj, jakie te myśli niektóre niegrzeczne są, nieujarzmione i ….fascynujące :P
Wiecej proszę, jeszcze więcej takich pomysłów, poprawiają nastrój (…chociaż nie zawsze), ubarwiaja życie – zatrzymać je trzeba w sferze marzeń – wtedy nic nie będzie bolało.

A może jest zupełnie inaczej?

;))))

Fajnie jest mieć bloga i wypisywać różne bzdety ;)))
Tylko człowiek szybko zapomina jak to było, gdy o istnieniu czegoś takiego jak blog nie wiedziało sie wcale.
A ciekawe z drugiej strony jakie to uczucie nie mieć bloga wiedząc jak to było, kiedy bloga sie miało???
;P

dopisek:
to nie jest żadna prowokacja, ten blog na razie nie będzie zlikwidowany.

coś w rodzaju prośby????

Jeżeli ktokolwiek w godzinach późnowieczornych lub nocnych przypadkiem tu zabłądzi i zobaczy jakąś dziwaczną, niegramatyczną, histeryczną, bezsensowną notkę to bardzo proszę nie komentować;P
Możliwe, że lu się dzisiaj (znowu) upije, bo idzie (znowu) na babską imprezę i może popełnić (znowu) taką właśnie notkę jak opisana powyżej;)))
A rano, gdy lu zobaczy, że (znowu) narozrabiała to bedzie mogła z czystym (?!) sumieniem wywalić pisaninę:))
Pa:)

?

No, koniec marudzenia :). zadziwiające jest te popadanie ze skrajności w skrajność w moich nastrojach.

Tak sie zastanawiam… czy czarne „halls’y” mogą wpływać „mrożąco” w trakcie seksu??? ;P

…. bez komentarza

Znowu warczę i marudzę, taki dzień, taki okres w życiu i nic na to nie poradzę.. W dodatku osoby, na których zdaniu i odrobinie zainteresowania mi zależy mają mnie głęboko w dupie – tak głęboko, że mnie nie widać.
I dobrze, że wieczorem czekają mnie zmagania z cholernym płatnikiem (dwa w jednym)- to przynajmniej nowe wyzwanie, któremu zresztą mogę sama nie sprostać, bo sukinsyn zaczął swoje panowanie gdy juz przestałam pracować!!!
Asiu, odezwę się w razie problemów, dobrze???
…….
No tak…. czytam teraz te grafomańskie i wkurwione wypociny i stwierdzam, że bezmyślną i egoistyczną suką jestem – nie wszyscy, na których mi zależy mają mnie w głębokim poważaniu, więc przepraszam tych, których mogło to w jakikolwiek sposób dotknąć…

To wszystko.

jeżeli nie ja – to moja córka :)

zamieszczam list mojej córki do pewnej ciotki – oczywiście córka wyraziła zgodę, a list jest czymś w rodzaju pracy domowej ;):

Cześć Halina !

Jak u Ciebie, bo u mnie wszystko w porząsiu. Niestety Kamil mi dokucza, a tata po nim odkurza.
Mama gotuje (?!), a ja długo pracuje (?!). Wkurza mnie sąsiadka, a z bratem niejedna gratka.
Pozdrawiam Cię i Wuja M z Ciotką E.

Magda

P.S. Ja z koleżanką sicigaliśmy się na WF-efie, i wygrałam ja. Za to dostałam 5-tkę.

Oryginalna pisownia została zachowana.

A sio!!!!!

A kyszsz, a sio!!!! Wstrętne, smutasowate myśli!!! Już was nie ma!!
Wymyśliłam, że na poprawę nastroju wypierdzielę z mojego prywatnego kalendarza pierwszy dzień listopada – i już :))
A w tym „ominiętym” dniu to nawet nie włączę pieprzonego telewizora, żeby mi nikt nie smęcił. Tak zrobię.
Dzieci sprzedam którejś babci (mojej mamie, bo nudzi sie strasznie, marudzi i wychowywać na nowo mnie chce) i może sobie zrobimy jakąś imprezkę, nooo.. takie „Halloween” dzień później. A w co (czy za kogo;-)) się przebiorę??? hmmmm ;))) nie powiem ;)))

dopisek:
notka powstała na życzenie – nie powstałaby w innym przypadku wcale, bo jak widać na załączonym obrazku zupełnie nie mam pomysłu i marudzę straszliwie…

…51

Listopad zbliża się wielkimi krokami a wraz z nim najbardziej znienawidzone przeze mnie święto… W dodatku, głupia, nieopatrznie puściłam sobie „51” TSA..
I chyba dlatego zaczęłam wspominać.
Wspominam Grzegorza.
Grzegorz był jednym z najwspanialszych facetów, których znałam, był również gejem – pisze o tym bo na pewno chciałby, aby było to powiedziane. Pamiętam nasze rozmowy, jego starania, żebym się poczuła lepiej gdy było mi źle, pamiętam wygłupy na pokaz, gdy mieliśmy zapewnioną publikę, złożoną przede wszystkim ze starych plotkar, którym dostarczaliśmy kolejnego, wdzięcznego tematu do plotek..
Parę lat temu zadzwoniła do mnie mama i powiedziała, że Grzegorz się powiesił… Do tej pory czuję jak coś się rozpada…
Ostatnio miałam podobne uczucie, chociaż nie znałam osobiście dziewczyny, która nie żyje. Pamiętam tylko wyraz twarzy koleżanki z pracy na wieść o śmierci jej przyjaciółki. Jej śmierć była równie nagła jak śmierć Grzegorza, tyle tylko, że zginęła nie chcąc tego, pomógł jej kierowca TIR-a, który zaraz potem zbiegł z miejsca wypadku Pamiętam słowa T, gdy dowiedziała się o wypadku „nie, nie wierzę… jesteśmy umówione, mamy się jutro spotkać…”
I pewnie zasilę szeregi diabłów, ale gówno mnie obchodzi śmierć setek czy tysięcy ludzi, którzy ginął gdzieś daleko, obchodzi mnie śmierć młodych, znanych mi osobiście lub z opowiadań osób, śmierć, która jest tak blisko…

zus-y, kadry i inne gady

Jak to dobrze mieć koleżanki, które nie odróżniają zleceniobiorcy od pracownika etatowego i raportu od deklaracji zgłoszeniowej:))
Chwała im za to, dzieki temu mogę poswięcić trochę czasu na „odrdzewienie zawodowe”.
Mogę się kłócić z Zus-em i US, będzie mi bardzo miło – nawet nie wiedziałam, że można za tym tesknić:))
I pieprzę to, że zajmie mi to tylko jakąś godzinkę miesięcznie – zawsze coś, prawda??
Za to jak miło mieć świadomość, że ktoś od nas czegoś potrzebuje, nieważne jest nawet to, że może ja potrzebuję ich pomocy bardziej niż one mojej – i zupełnie nie chodzi tu o kwestię finansową..