Miesięczne Archiwa: Grudzień 2003

wiem, wiem,

że marudziłam i narzekałam na brak pracy jeszcze nie tak dawno temu… Ale czy to oznacza, że teraz, jak już upragnioną pracę mam, to muszę zapierdalać jak mały samochód?? Czy ja chciałam siedzieć na dupie, nic nie robiąc, przez trzy miesiące?? Czy to był mój wybór? Czy ja teraz muszę ten czas nadrobić w ciągu kilku dni?? Pytam się?!?!!?
Cała reszta, pracujących w pokojach obok, ludzi spakowana jest już kwadrans przed 15.30, a ja sobie uświadamiam, że nie zdążę, nie ma szans…. Spakowałam się i będę dalej zapierdzielać w domu. A jutro, gdy już dojadę do Zarzecza to pobiję chyba rekord „szczyrkowy”

dopisek, a co!!!

w dodatku dowiedziałam sie przed chwilą, że ci, jak im tam… pierdzący w wysokie stołki, znowu uszczęśliwili grupę zawodową, do której należę!!!!
Może przypadkiem przeczyta to jakiś znudzony dupek, od którego zależy wymyślanie zestawień dla ZUS-u i tym podobnych instytucji!!! Oby szlag was trafił, szanowni państwo, sami sobie zestawcie, albo raczej wystawcie, do jasnej cholery, koniecznie w terminie do końca stycznia, wasze szanowne, znudzone, bezmyślne łepetyny na odstrzał!!!!! Będę tańczyć na pogrzebie, a co!!!!! Z dziką rozkoszą!!!!

Poprawność/niepoprawność filmowa :)))

Nie oglądałam ostatnio zbyt wielu filmów, ale z wielką przyjemnością, po raz kolejny obejrzałam Travoltę w roli niekonwencjonalnego anioła:) Uwielbiam ten film, zawsze z uśmiechem patrzę na „bitwę” w wykonaniu anioła-palacza, jego taniec, pozytywne wibracje i ciepło, jakie wokół siebie roztacza:)) Przydałby się taki anioł, z całym jego pozytywnym wpływem na ludzi…
No i „Skrzypek na dachu” . Tewje i jego „rozmowy” z Bogiem-figlarzem zawsze przyciągają mnie jak magnes:)
To tylko dwa, spośród wielu moich ulubionych filmów, teraz czeka mnie jeszcze „Powrót króla”, zaraz po powrocie z Zarzecza:))))))

Asia – nie mogę się doczekać:))))))))

dopisek:)
pomyślałam, że dopiszę jeszcze parę filmów, które lubię:)) Bez uzasadnienia:)
„Lśnienie”, „Życie jest piękne”, „Misery”, „Milczenie owiec”, „Czerwony smok”, „Chicago”, „Moulin Rouque”, „Ścigany”, dwie części „Władcy pierścieni”, trzecią pewnie dopiszę na początku przyszłego roku:), „Forrest Gump”.. uffff… jeszcze tego trochę jest, nie chce mi sie pisać:)))

notka banalna

Wzloty i upadki, czasem bardzo bolesne… Im dłużej coś boli tym bardziej można cieszyć się z kolejnego wzlotu, z tego, że w kochanych (mimo wszystko) oczach zobaczyło się taki szczególny wyraz i błysk.
Nie wszystko można zapomnieć, ale nawet, jeśli coś bardzo bolało, jeśli długo dawało o sobie znać, jeśli nie ma szans, by zupełnie zapomnieć, to można jednak odłożyć to jak książkę, której nie chce się już nigdy przeczytać.
Wiem, że można. Odkładam tę „książkę” po raz kolejny i widzę, że udaje mi się, chyba bardziej skutecznie, oddzielić przeszłość od teraźniejszości.

Ważne jest, że znowu widzę ten błysk – możliwe, że był w tych oczach cały czas, tylko ja, w swoim zapatrzeniu w siebie samą, nie zwracałam na to uwagi.

Chanel i wszystko jasne;)))

Jak czasem niewiele kobiecie potrzeba, aby nastrój się poprawił…
Wystarczy wizyta w perfumerii i zakup nowych butów na, obowiązkowo, wysokim obcasie:))))

Radosnych i szczęsliwych Świąt życzę Wam wszystkim:)))))

choinka

Najchętniej schowałabym się w jakiejś szafie, albo przynajmniej w ciemnym kącie…
Dom przywitał mnie dzisiaj ubraną pięknie choinką i rodzinnymi uśmiechami, a ja padam na twarz i nawet nie mam siły, by odpowiedzieć uśmiechem..
Przed chwilką umilkła Soniq – i już nic mnie nie rusza..

Nie oglądam pieprzonego „Titanica”, ani nie wezmę do ręki „S@motności w sieci”, która szczerzy się do mnie jakby chciała powiedzieć „przeczytaj mnie raz jeszcze”.
Schowam ją w biblioteczce, w taki sposób, by na mnie nie patrzyła. Szkoda, Asiu, że masz już swój egzemplarz.
Miała do mnie nie wrócić… cóż, zazwyczaj nie wracają do mnie tylko te książki, do których ja wracać chcę i lubię:((

Że niby co? Że marudzę? A marudzę… Nie wolno??

outsider?

Właściwie nie wiem, dlaczego czasem czuję się jakoś… nie tak, jak do końca powinnam..
Jestem pozornie w centrum, ale tak naprawdę obok.
Jestem podobno miła, chyba tylko po to, by po chwili zamienić się w złośliwą sukę.
Jestem taktowna w jednej chwili, a w następnej chlapnę coś tak głupiego, że szkoda słów, by to skomentować.
Jestem skłonna do kompromisu, ale uwielbiam „stawiać na swoim”.
Jestem „grzeczną dziewczynką” z niegrzecznymi myślami.

Dwoistość natury czasem mnie męczy…

W niektórych dziedzinach, dwoistości nie ma.
Nie jestem zbyt dobrą żoną, matką i córką ale podobno jestem dobrym fachowcem…

Chyba mam chandrę…

Podatkowy marudnik, czyli wpływ wyobraźni na ustawodawstwo

Moje plany na styczeń przyszłego roku:
1)przynieść do pracy śpiwór (dojazd do domu pochłania cenny czas),
2)kupić dietę cambridge, (przygotowanie posiłku zajmuje tylko chwilkę),
3)zaopatrzyć się w papierosy na cały miesiąc i olać przepisy bhp, mówiące o zakazie palenia tytoniu w biurze (do kiosku i na papieroska trzeba zejść piętro niżej),
4)kupić przenośny kibelek (żeby nie tracić czasu, wychodząc na siusiu w trakcie pracy),
5)zrobić rodzinie grafik, kto i kiedy ma mi przynosić jakieś czyste ciuchy,
6)nie wydzwaniać do różnych Ważnych Urzędów(ze szczególnym uwzględnieniem dwóch), w momencie, gdy kurwica osiągnie punkt krytyczny.

Jaki to ma związek z tytułem notki? A taki, że niektórzy ważniacy z ministerstw usilnie myślą przede wszystkim o tym, żeby osoby, zajmujące się wynagrodzeniami nie nudziły się czasem za bardzo.
Kurwa mać!!!! Ja się pytam – czy którakolwiek z osób, które nowelizują przepisy podatkowe i zus-owskie, chociaż jeden miesiąc przepracowała, STOSUJĄC W PRAKTYCE te „udogodnienia” i wie ile czasochłonnych operacji wiąże się z każdym ustawowym pierdnięciem szanownych ustawodawców?!?!?!

lokator nie płaci

osoby:
moja córka
mój syn

-Kamil!!! Przestań trzaskać tymi drzwiami!!! Szybę wybijesz, głupku!!!
-no to co? A ty sama taka jesteś, wiesz?!
-zapłacisz, zobaczysz!!
-ja? Ja tu mieszkam!! I w dodatku mam anginę!! Właśnie, tato!! Gdzie moja herbata?!

W tle Gwen Stefani śpiewa „It’s my life” – sielanka;)))

Terminator & kuchenne szafki

Wracam z pracy, przed oczami mam wizję siebie, zabierajacej się w końcu za przedświąteczne porządki. Wizja powoduje skurcz w żołądku, mdłości i ogólne zniechęcenie, mam wręcz ochotę zawrócić i pogrzebać się w Rp-7.
Chęć tłumię z trudem, dojeżdżam do domu, drzwi otwiera mi córka, opowiada o swoim szkolnym dniu, małżonek z promiennym uśmiechem wita mnie i pyta:
- widzisz?
A ja, taka jakaś niezbyt przytomna, cały czas widzę przecież nie to, co mam realnie przed oczami, tylko siebie, zapieprzającą z jakąś gąbką. Strzelam:
- odkurzyłeś?
- no:))) i jeszcze coś?
Zapieprz z gąbką odpływa na plan dalszy, zaczynam się rozgladać..
- no, popatrz dokładnie..
I owszem, zaczynam się wręcz goraczkowo rozglądać, bo widzę wyraz radosnego oczekiwania na twarzy A, i muszę TO w końcu zauważyć..
MAM!!! Coś podobnego…
- kochanie…. szafki są umyte?????
- noooo, juz myślałem, że nie zauważysz:) I wiesz co? Terminatora 3 wypożyczyłem – możemy spokojnie pooglądać, nic dzisiaj nie musisz robić!!

No i teraz nie wiem, czy pierwszy dzień urlopu na mojego małżonka tak wpłynął, czy coś przeskrobał, bo zaskoczył mnie totalnie… Kochany jest, prawda?
To idę na tego Terminatora ;)))

…………….

lista pamięci (niepełna, bo o pewnym blogu juz wcześniej pisałam):

1) pas-de-deux – piękne notki, blog powstał w listopadzie i nie wytrzymał nawet miesiąca… szkoda..

2) chłop-to-ma-przechlapane – inteligentne, iskrzące humorem notki, jeden z moich ulubionych blogów, weszłam dzisiaj i zobaczyłam „THE END”…

nie wiem co napisać…
już nic nie powiem :(((

dopisek:
a jednak powiem, kurwa mać – ja nie zawieszę, będę sobie dalej pisać, będę odwiedzać blogi i komentować bo to do jasnej cholery lubię i już!!!