Miesięczne Archiwa: Kwiecień 2004

piii???

Macie ulubione przekleństwa? Albo jakieś obelgi, którymi ciskacie w bliźnich ?
Tak mi przyszło do głowy, że ja chyba mam. Co prawda, nie wiem, czy określenie „ulubione” jest odpowiednie, ale niech będzie.
Lubię wymawiać słowo „kurwa”. Fakt, że najbardziej, gdy ktoś/coś podniesie mi ciśnienie. Wtedy słowo owe ma moc największą i jakoś lżej się robi, gdy je wypowiem bądź wywrzeszczę (bo tak tez bywa, niestety, albo stety, jak tam kto uważa). Te drgające „rrrrrr” rozładowuje i uspokaja, naprawdę! ;PP
A w bliźnich ciskam różnym słowem, czasem głośno, innym razem cicho, albo w myślach lub po odłożeniu słuchawki, a jakich obraźliwych określeń używam? Różnie to bywa i niezbyt wyszukanie przyznam, a wszystko od poziomu wkurwienia i sytuacji zależy. A i siebie nie oszczędzam, żeby nie było, ze tylko dla innych taką wredną małpą jestem, tak! Sama siebie potrafię wyprowadzić z równowagi i też obrzucam się inwektywami, ale, jako, że siebie to ja jednak zazwyczaj lubię to nie obrażam się, co mi tam. Repertuar, jak już wspomniałam urozmaicony jest, ale nieujarzmiony i spisać się nie dał. Nie napiszę więc jaka z ust moich najgorsza obelga paść może, bo nie wiem tego, niestety. Może to dlatego, ze miotam takowymi w chwilach wzburzenia wielkiego i raz „flądra” może być na tapecie, innym razem „słoma w butach”, czy „glut” (Atka mówi, ze wymyśliłam gluta jako określenie obraźliwe, ale to przypadek tylko, bo napisałam jej kiedyś sms-a, a słownik figla spłatał i gluta wstawił zamiast czegoś innego, ale nie pamiętam do cholery co i żałuję bardzo, bo na pewno fajne to było).
A teraz już pójdę może spać.

toksyczna inspiracja ;PP

Miała być notka o internecie, ale nie będzie, bo nie potrafię jej napisac;-))
Nic do głowy nie przychodzi, a nawet jeśli przychodzi to myśli biegają na golasa i w słowa nie chcą się ubrać.
;-))

Nie na temat, ale istotne:
Inspiracją do notki z 23.04.2004r. była rozmowa z Donem ;))
Tantiemy sa ok;-))

nie ma tego złego co na dobre by nie wyszło;-))

jakiś czas temu miałam zaplanowane dwa wyjazdy. Wzięły w łeb z przyczyn niezależnych ode mnie. Ale – zostały mi w części zrekompensowane :-)))
W sobotę spotkałam się z moją ulubioną ciocią klocią (jak sama siebie okresliła). Zobaczyłam drobną, śliczną kobietę, figureczkę wręcz, naturalna, niewymuszona rozmowa, kawa w knajpce takiej sobie, potem dojazd autobusem do sasiedniego miasta(?!), błądzenie w poszukiwaniu innej knajpy, pare godzin spędzonych na rozmowach i smiechu;)
Mam niedosyt, nastepnym razem prosze o wyłączność!!!

korekty nie są wskazane

No tak. Dół-gigant powoli sobie idzie w pietruszkę, nie lubię takich gości..
Wpadam w dołki wykopane przez mój totalny egocentryzm, na szczęście on tez ułatwia mi wychodzenie z nich w miarę szybko. Jestem tak jakoś idiotycznie skonstruowana, że nie potrafię na dłuższą metę cieszyć się z tego co mam, zawsze wymyślę sobie, że czegoś mi brak. Czego? A cholera wie… Chyba intensywności… Cokolwiek to oznacza. Lubię być w centrum uwagi, ale wkurza mnie nadmierne zainteresowanie, kontrola, „gdybanie” i dopisywanie sobie chorej ideologii tam, gdzie wszystko jest proste. A, że jestem cholerykiem to wcale nie jest mi trudno popełnić błąd, że tak powiem, „w afekcie”, z rozpędu. Bo muszę przyznać, ze często najpierw działam, a potem myślę://
Cóż… zapytano mnie ostatnio co sądzę o możliwości podróży w czasie i naprawiania błędów.
Wyobraźmy sobie, ze takie podróże są możliwe. I co? Cofnę się w czasie i naprawię błąd. Co w takim razie z pamięcią? Zachowam w niej fakty przeszłe-wycofane i fakty poprawione? Pamięć zaśmiecona i totalny bałagan, bo przecież mając możliwość korygowania przeszłości pewnie nie skorzystałabym z niej tylko raz. A gdyby pamięć została oczyszczona z faktów przeszłych-wycofanych to istnieje ogromne prawdopodobieństwo powtórzenia błędu, którego nie ma, ale który popełniłam. Jest jeszcze parę innych opcji, ale nie chce mi się o nich pisać, wszystkie utwierdzają mnie w przekonaniu, że nie powinno być takiej możliwości.
Asiu, pamiętam, że niedawno miałaś notkę na taki właśnie temat, przepraszam za powielanie, ale to nie Twoja notka mnie zainspirowała :)
Ty, który mnie o to zapytałeś – pamiętam o tantiemach, chociaż spisałam tylko to, co napisałam wcześniej Tobie:)
Kalateo- dziś chyba się uśmiechnę. A co!

.

Nie.
Wolałabym tak.
Ale jest nie.
Nie pomaga to, co widzę.
Czuję się na nie.
Dam radę oszukać to co czuję?
Złe pytanie.
Czy chcę dać radę?
Odpowiedź brzmi – nie.
Trwanie też dzisiaj jest na nie.
A instynkt samozachowawczy?
Na razie nie daje się uśpić.
Uparty jest tak samo jak skłonności do samodestrukcji.

protest

Wczoraj, pierwszy raz od dłuższego czasu pojechałam z moją Atką na zakupy. Połaziłysmy po sklepie, poprzymierzałysmy to i owo i w końcu dotarłam do działu z bielizną. I…. jasna cholera!!!! Wybrałam coś tam i przyszło mi do głowy, ze przydałby mi sie biustonosz z silikonowymi ramiączkami. No i oczywiscie, były takie, ale, kurwa mać, dla kobiet, które wcale nie potrzebuja biustonosza!!!! Po co kobiecie, która ma małe piersi silikonowe ramiaczka, pytam sie ja – lu?!?!?!?! Takiego biustonosza to ja potrzebuję, zeby wreszcie, latem ubrac koszulke na ramiączkach, której normalnie ubrac nie mogę!!!! Chyba wojnę z producentami bielizny rozpocznę, od petycji jakiejś zacznę czy co?! No bo gdzie sprawiedliwość? Szczupłe, zgrabne laski z małym biustem mogą paradować w czasie upału porozbierane, a ja mogę najwyżej bluzkę bez rękawów ubrać??? Nie zgadzam się!!! Kurwa!!

jutro piąteczek;)

Że też ja muszę się zawsze uprzeć na coś, co jest dla mnie nieosiagalne!!! Cholera! Ja chcę! I nie zawsze udaje mi sie postawic na swoim – to niesłychane! To jakis błąd w obliczeniach chyba..
Ale własciwie to dość normalne, że nie zawsze można zrealizować własne „chcenia”. Moze to i dobrze?
A dziś jeszcze czwartek. Nawet nie taki zły… Jestem straszną małpą, humor poprawiło mi opierniczenie z góry na dół pewnej „mękoły” w pracy, dzieki czemu obudziłam sie i nabrałam ochoty do zycia. Ale z nią to juz chyba będę miała spokój, trzeba tylko było pare rzeczy wyjaśnić. Bez owijania w bawełnę. Ja jestem zazwyczaj pozytywnie nastawiona, uważam, że w pracy trzeba z ludźmi jakoś normalnie żyć ale gdy ktoś mi się wkrochmala w moją działkę to przestaję byc miła.
No tak. W końcu piąteczek;)))
Co bedzie jutro? :)

nareszcie po:)

na szczęście następne święta w grudniu.
A tak po za tym, to co ci księża sobie myślą?! Umawiają się na chrzest o 12, rozpoczynają o 12.45, zimno jak jasna cholera, ja z fioletowym nosem ciskam wzrokiem błyskawice, mama mojego chrześniaka patrzy na mnie z niepokojem, uspokajam ją, że ja raczej nie pójdę po tego cholernego księdza, bo mój język nie zawsze mnie słucha, a ton głosu tym bardziej… Co za cham! Oby mu dupsko przez większość czasu marzło jak nam wszystko!!!
Po powrocie zabawny akcent… Dom pełen dzieci, 5-letnia dziewczynka wyszła z pokoju, wywołując przerazony okrzyk rodzicielki:
- Marta, jesteś całkiem goła!!! przeziebisz się!!!
- wcale nie jestem goła:( mam przecież skarpetki!!!
A mój kochany Kamil stwierdził, ze nie lubi malutkich dzieci, bo wszyscy się nimi interesują!!! Lubi tylko siebie!! Cholera.. we mnie się wdał???

Wesołych..

Jako, ze nie mam zielonego pojęcia czy jutro lub pojutrze znajdę czas na składanie życzeń świątecznych uznałam, że uczynię to teraz.

Wesołych i pogodnych Świąt Wielkanocnych życzę wszystkim, którzy wiedzą, że ich lubię, wszystkim tym, którzy tego nie wiedzą lub w to nie wierzą, wszystkim, którzy darzą mnie choć odrobiną sympatii i tym, którzy mnie serdecznie nie znoszą;)))
Oby dyngus był bardzo, bardzo mokry, a Wy szczęśliwi – nie tylko w święta.

nie-barbie;P

- mamo zjedz tego pomidora! Bo chcę, żebyś była chuda!!
- ….???
- tak!! I blondynka. Chuda blondynka.
- może barbie, co? ://
- taka chuda blondynka, z długimi włosami, jak w telewizji. Żeby wszyscy za Tobą wołali „uuuu” i się zakochiwali!
- ….

Nie zadowolę moich panów, mają sprzeczne życzenia.