Miesięczne Archiwa: Maj 2004

Ha!!!

No i nareszcie jutro czerwiec!!!!
Lubię ten miesiąc bo świat kręci się wtedy wokół mnie.
Poza tym może za trzy tygodnie moja teściowa, tradycyjnie, ofiaruje mi w prezencie swoją nieobecność i pojedzie w pizdu przygotować dom na najazd moich pociech, ja w drugie pizdu pojadę nie wiem jeszcze kiedy, ale czerwiec to jest to co lubię i już!
No i w końcu dni będą dla mnie słoneczne, bo niby dlaczego nie, jeśli chcę, potrzebuję, mam kaprys, należy mi się, bo jak nie, to kurwa będę marudzić, pokazywać zołzowatą stronę swojego ja i będę wieszać w niedziele pranie na balkonie, czy to się komuś podoba czy nie!
W czerwcu zła passa może pocałowac mnie w sam środek pewnej części ciała, której potoczna nazwa liczy sobie cztery litery bo to mój miesiąc, nawet jeśli ktoś kiedyś w tym właśnie czasie uznał, że powinien mnie „ukarać” to jednak na dłuzszą metę karę wymierzył przede wszystkim sobie, nie uśmiecham się „jak kiedyś”, bo dla niego jest przeznaczony usmiech innego rodzaju.
No!!! A teraz wypiję jednego drinka ku czci ostatniego wreszcie dnia maja, który w tym roku był wyjątkowo pieprzony ;-))

Nie ma mnie na śląskim…

Jest upalny, bezchmurny dzień.
Na plaży nie ma nikogo prócz mnie, czasem, bardzo rzadko przejdzie brzegiem morza jakiś człowiek, nie spiesząc się, boso..
Bawię się piaskiem, przesypując go miedzy palcami, słucham szemrania fal, ocierających się o brzeg, patrzę na morze, w którym odbija się niebo…
Dobrze mi w swoim własnym towarzystwie, nikt nie zmusza mnie do niczego, bo nie ma ze mną nikogo nieproszonego. Chcę tylko tu jeszcze posiedzieć, w słońcu, wdychając zapach morza, nic wiecej.
Nie chcę wracać do innego tu i teraz.
Szkoda, że jednak muszę.

petent, klient czy strona?

- Chciałbym odebrać moje świstki.
- Pańskie nazwisko?
- Ddzdzzwmzmmmmjusz
- khm.. przepraszam, nie dosłyszałam, mógłby pan powtórzyć?
- mam identyfikator, może pani sobie przeczyta???
- to trochę trudne… przypiął go pan do góry nogami…

rozmówki przy papierosie – a wena mnie dalej olewa..;-)

- wyobrażacie sobie co by było gdyby marzenia bolały??? Wszyscy wylibyśmy jak syreny alarmowe ;D
- hehe, fakt.. i skleroza tez..
- eee tam.. pewnie tak, ale gdyby bolała głupota to dopiero by było… Czujecie? Jedenaście pięter wrzasku? I tylko nieliczni ze słuchawkami na uszach..
- tak Was słucham teraz i myślę sobie…., że szybko zdarlibyście gardła ;-P
- …….

siła wyższa

cierpię na zanik grafomańskiej weny ;-))
w związku z tym – przerwa na czas nieokreśony:-P

Marudzenie pokomunijne;-)

Pierwsza sprawa. Jeśli przyjmiemy, ze jedzenie to przedmiot martwy to ja z czystym sumieniem mogę stwierdzić, że cholernie złośliwy jest. No bo jak inaczej mam określić taką roladę, która włazi mi w oczy i szepcze – zjedz mnie, lubisz mięsko przecież, prawda? No skuś się, będzie do mnie pasowała ta sałatka z kalafiorem i kiełkami, spróbuj, nie daj się prosić… Ja małpę jedną zasłaniam szklanką a ona, nie dając za wygraną manipuluje gościem, siedzącym naprzeciw mnie, zmuszając go do przesunięcia półmiska tak, bym ją lepiej widziała! Zjadłam ją w końcu, te sałatkę również i kilka innych rzeczy, równie złośliwych jak rzeczona rolada…
A dziś znów byłam w kościele, wiecie, kuźwa, biały tydzień się rozpoczął:// Zdjęcia dzieciom robili przy okazji. No i tak. Poustawiała kobieta dzieciaki do tego zdjęcia i wszystko ładnie, pięknie, kobita oddaliła się celem cyknięcia fotki, ja patrzę, a mój potomek hyc – i już stoi stopień wyżej niż reszta klasy. Nakazuję gestem, by zszedł niżej i wyrównał do szeregu, ale on nie widzi, czy udaje może nie wiem… Nagle – hop – skoczył na niższy stopień, po czym wdrapał się z powrotem i nagle nogi chyba odmówiły mu posłuszeństwa, jakiś break-dance odprawił, czy może zaczął stepować raczej, trudno wyczuć bo w albie był, a może ta alba na niego taki wpływ miała, ze artystą się poczuł i uznał, ze se zatańczy przed fotką, a nuż ktoś sfilmuje i do tv wyśle???? Kobita się zniecierpliwiła troszkę, ściągnęła tancjora na odpowiednie miejsce, ja się chichram, rodzice i ksiądz patrzą jak na głupią, ale fotka szczęśliwie została cyknięta i mogliśmy iść do domu. A swoja drogą, szkoda, ze nie miałam kamery :D

;-P

Moi znajomi przez jakieś dwa dni mieli na gg następujący opis:
‚w googlach wpisz „kretyn” i sprawdź drugi wynik szukania’.
;-)))

Izuniu, mam nadzieję, że ani Ty, ani Andrzej nie bedziecie mieli żalu;-)))

nie-cisza przed burzą, po niej spokój

Wczorajsza burza była fantastyczna, ulewa taka, jakby ktoś w niebie wszystkie kurki poodkręcał, a ja miałam szczęście być wtedy poza domem:-))
Nie przepadam za deszczem, ale majowe ulewy uwielbiam. Ta wczorajsza spłukała ze mnie złe emocje chociaż odczułam to dopiero dzisiaj, gdy słońce spojrzało mi w twarz i powiedziało – wstawaj!
No więc jak? Dzisiaj już chyba nie będę upierdliwą zołzą, która wścieka się nie wiadomo o co? Mam nadzieję, że nie będę, zołzowatości od dziś do mnie wstęp wzbroniony, bo jak wpuszczę to jeszcze zostanie na dłużej, a nie życzę sobie i już. Jeśli nawet jestem wredną małpą to nie mam zamiaru byc nią zawsze bo nie lubię siebie takiej.
Tak… teraz kawka i do boju, jak mówi Stefen ;-))) Z tym, że ja mam dziś na myśli mycie okien i ogólne porządki, bo komunia tuż tuz.

notka z dedykacją

Nienawidzę czepialstwa. Sama czesto sie czepiam, fakt, ale są ludzie, którzy uznali, ze mają na to monopol. Tacy właśnie ludzie uważają, że mogą innych strofować, pouczać, żartować w niewyszukany sposób, opieprzać wszem i wobec i dziwią sie, ze kogos mogło to w jakiś sposób dotknąć. Bo przecież jakim prawem ktoś śmie mieć inne zdanie na jakiś temat, lub jak można nie traktować słów wszechwiedzacego monopolisty jak prawdy jedynej i słusznej? Nawet gdy uzna, ze lepiej wie jacy jesteśmy i o co nam chodzi niz my sami?
Żółć się wylewa, przyznam, ale taka juz niemądra jestem, ze po prostu nie rozumiem dlaczego ktoś traktuje mnie jak piąte koło u wozu, po czym śmiertelnie sie obraża gdy usuwam się w cień.
I zeby było jasne – teraz sie czepiam i nie jestem obiektywna. Teraz jestem wkurzona.
A jeśli o lojalność chodzi… powiem tylko, ze działa ona w obie strony, gorzej gdy ktoś oczekuje lojalności tylko w stosunku do siebie i sam do tej zasady się stosuje.
I jeszcze jedno… dzisiaj ja wyciagnełam pierwsza rękę. Okazało się, ze nie było to zgodne z oczekiwaniami.
Tylko po co robić taki cyrk?
Po co ja go teraz robię?
Ja teraz robię cyrk, bo jestem zła i musze sie wygadac, a to jest moje miejsce w blogoświecie. Moje własne.

dopisek:
pomarudzę jeszcze, w końcu u siebie jestem. Nie chcę wojny, czuję dyskomfort w trakcie kłótni z kimś, kogo lubię, przykro mi, gdy ktoś opacznie odbiera moje intencje i nawet nie zadaje sobie trudu, zeby zastanowić się nad moimi pobudkami.. Chlast – po prostu cos sie nie podoba, trzeba się wrogo nastawić. Kiedys, na zaprzyjaźnionym blogu napisałam, ze gdy wyczuwam niechęć lub wrogość to sie usuwam – bo jestem za wygodna. Teraz tez tak zrobię. W końcu to tylko blog, nie mozna utożsamiać go z rzeczywistością.

>?@#$^^&^&*%^$%>

Jest jakiś sposób na to, by wystrzelić kogoś w kosmos? Nie na długo, na jakieś pół roku, dobrze byłoby wysłać tam również jakąś seksowną blondynkę, która potrafi uwieść każdego samca. No i przydałaby się króciutki filmik, dokumentujący tet-a-tet tej parki. Ostatecznie może być kuszący wyjazd do pracy, najlepiej za granicę, gdzieś daleko, już nie będę się upierać przy tym kosmosie. I właściwie w dupie mam ten filmik, w końcu ja tez mogę sobie wymyślić jakiś scenariusz i trochę się poznęcać, no nie??? A właściwie to wszystko mam w dupie. W dupie. W bzdurnym, wymuszonym oszukiwaniu można dojść do perfekcji? Chyba można. Jak to było?? Trening czyni mistrza, a potrzeba jest matką wynalazków? No!! Kurwa!!!!
A i tak zrobię co będę chciała, czy to sie komuś podoba czy nie!!!!!

To sobie ulżyłam nieco, uff.. Ale nie popuszczę, intrygę uknuję, zrobię w konia, a wcześniej jeszcze bydło, karczemną awanturę, znaczy, obrażę się na śmierć i życie, nie powiem o co chodzi, bo nie chodzi o nic, poznęcam się, zatruję życie, ubiorę stringi i wystraszę, wydam majątek na jakąś bzdurę, wezmę torebkę pod pachę, ubiorę efki-spierdalajki i pójdę w cholerę, wcześniej jednak potłukę kafelki w łazience, bo paskudne są, kuźwa, różowe.
A najpewniej to nic nie zrobię, ale sobie przynajmniej pogadam.