Miesięczne Archiwa: Czerwiec 2004

najlepiej udawać tumana (wrazliwi – nie czytać!! może byc niecenzuralnie!)

albo nie – trzeba koniecznie NAUCZYĆ SIĘ być tumanem i wtedy ma się święty spokój.
A właściwie nie… najlepiej tumanem się urodzić. Tak!!!! Tak jest najwygodniej!!!
Bo jak nie, to kuźwa wiecznie ktoś czegoś od Ciebie chce, na okrągło musisz wyjaśniać, po koleżeńsku niby, potem podeślą ci kogoś i szkolić każą, wcześniej nie zapytawszy (znowu!!!), a potem jeszcze sie skarżą, że odmawiasz. I nie pomyślą, ze to nie Twoja działka, że to nowość i sam sie tego musisz nauczyć, nie po to, zeby wykorzystać to w swojej pracy, ale po to, by nauczyć innych, którzy sami uczyc sie nie chcą!
To masz za swoje, durny człowieku – na przyszłość nie pokazuj, że sobie radzisz!
ufffff, troche lepiej. Miało byc niezenzuralnie???
to będzie:
kurwa mać!!!

no nie mogę, muszę jeszcze popyszczyć!!!!!
A jak odmawiasz, argumentując logicznie to gapią się na ciebie jakbyś z marsa kurwa był!!!
Ja juz nie wiem kto tu jest kretynem!
W końcu „podnosisz głos”, mówiąc, że chyba jest coś nie tak, jeśli inni zbieraja owoce TWOJEJ pracy??
A w dupie to mam.
Od jutra będę tumanem!

wspominki (część pierwsza i może ostatnia)

Moja mama miała ze mną przesrane. Szczególnie gdy uczeszczałam do VIII klasy szkoły podstawowej. W przybytku tym nie byłam zbyt częstym gościem, uwielbiałam wagary i zazwyczaj nie były one jednodniowe.
U wychowawczyni mój widok wywoływał reakcję alergiczną ze zwielokrotnioną z mojej strony wzajemnością, miałam jednak polonistkę, którą darzyłam bezgraniczną wręcz sympatią, podziwem i szacunkiem. Dla niej moje wagarowanie nie miało większego znaczenia, zgłosiła mój udział w olimpiadzie polonistycznej, a ja o mały włos nie zawiodłam na całej linii… Bo zawiodłam.
W trakcie wagarów spotkałam koleżankę z klasy, która z przerażeniem w oczach oznajmiła mi, że nazajutrz mamy jechać na tę nieszczęsną olimpiadę..
No i co miałam zrobić? Pojechałam… Żadnego istotnego miejsca nie zajęłam, a na świadectwie końcowym i tak figurowała jedna, jedyna piątka – z polskiego własnie.
Tak… moja mama miała ze mna przesrane… Ale nawet teraz, gdy strofuję moje dzieci i ona wtrąca z przemiłym uśmiechem, że powinnam sobie przypomnieć jaka byłam ja to odpowiedź jest zawsze taka sama i natychmiastowa.
Moje dzieci nie są mną i mają pecha, że ja doskonale pamiętam jaka byłam.

minidialog wakacyjny

- cześć lu, dzieci już mają wakacje, prawda? A jak świadectwa?
- nie zadawaj mi trudnych pytań..

Żeby było jasne!!!

Dlaczego piszę tak jak piszę? To proste. Nie jestem intelektualistką, filozofem, mentorem, autorytetem w jakiejkolwiek dziedzinie i, szczerze mówiąc, wcale nie mam zamiaru ubolewać z tego powodu. W sieci jest miejsce dla wielu, każdy może wybrać takie, które chce odwiedzać i może omijać te, które go nie interesują lub drażnią. Dla mnie ten blog to rozrywka, a nie miejsce, gdzie się całkiem odkrywam, jeśli jest coś nie tak to mogę sobie o tym napisać, rzucając mięsem, bądź upierdzielam kretyńską notkę, która ma udawać dowcipną z różnym skutkiem. Jeśli nie tak jest bardzo to nie widzę powodu by tak całkiem ekshibicjonistycznie się wynurzać, jest od tego inne miejsce, które bliska mi osoba nazwała trafnie śmietnikiem – bo taką też funkcję te miejsce pełni.
Tutaj nie będzie pseudointelektualnej sieczki, bowiem tylko taka mogłaby się urodzić w wyniku stukania przeze mnie w klawiaturę.
Tutaj to ja sobie pisze co mi ślina na język przyniesie bo tak chcę i lubię i niechże sobie ktokolwiek myśli o mnie, że jestem słodką idiotką z popieprzonymi priorytetami i ogromną, acz skrywaną wstydliwie potrzebą akceptacji. Mam to w nosie. I wiem swoje.

niełatwa miłość ;-P

Ona ma szczęscie, że chyba ją lubię.
Ma też szczęście, ze jest ze mną od niedawna.
A przede wszystkim ma szczęście, że jest mi potrzebna jak powietrze i bez niej czuję się nieswojo.
To pinda jedna, krówsko o skomlikowanym wnetrzu i ciekawej urodzie, psiakrew, gdy chcę czegoś więcej daje mi do zrozumienia, że nie jest łatwa..
Mogłabym, jak niektórzy faceci, powiedziec teraz – a to dziwka:-PPP
Czy ja sie w końcu nauczę pełnej obsługi tej pierdzielonej komórki?!

nuuuuudne pytania

Jak tu dzisiaj nuuuuudnooo…
Wiem, wiem, ze w pracy jestem, ale mnie się chyba tez należy Dzień Urzędowej Nudy, co?
A tak mi do głowy przyszło pytanie czy istnieje prawda jedyna i niezaprzeczalna, taka, która ze wszystkich stron wygląda tak samo?
I nie chodzi tu o stwierdzenie jakiegoś faktu w stylu „Alicja juz tu nie mieszka”.
A właściwie sama nie bardzo wiem po cholerę o to pytam.
To przeciez pytanie retoryczne, wszyscy chyba wiedzą, ze prawdy takowej nie ma;-PP
A to wszystkę przez tę nudę co się wkradła dziś niespodziewanie całkiem i pod biurko wlazła, nawet jak ją kopnę niechcąco (albo chcąco) to wyleźć nie chce.. Upierdliwa franca jakaś.

to i tamto

nie dzieje się nic. Kompletny zastój, posucha, pogoda do dupy i dalej palę:-/
Jestem trąba i nie potrafię zdjęć z komórki wtrynić do komputera, ale kto, kuźwa powiedział, że zawsze muszę wszystko umieć?
Dołożyli mi obowiązków, postawili przed faktem dokonanym, w dodatku z rozbrajajacym uśmiechem, bo przecież tylko ja mogę itd. A pewnie, że mogę, tylko miło jest gdy ktoś wcześniej zapyta, prawda?
Ale za to mam w pracy nagrywarkę, o!!
I niecnie wykorzystam ją do celów prywatnych:-)

wierszydło sklecone naprędce

budzik wrzeszczy niezbyt miło:
- znów ci dzisiaj lat przybyło!
Ja mu na to:
- mój budziku,
chociaż latek mam bez liku
to dzisiejszy dzień powszedni
wiek oznajmia odpowiedni.
W końcu lat trzydzieści parę
wcale nie jest ponad miarę ;-P
A jak znowu wydrzesz mordę
To dostaniesz w nią mym tortem!

„kategorycznie odmawiam!!”

Byłam na wywiadówce u syna. Oczywiście musiałam zostać na rozmowę z wychowawczynią.
Dowiedziałam się, że:
a) Kamil kategorycznie odmawia czytania przy klasie,
b) jesli zdarzy się, że ma lepszy humor, albo nic innego do roboty to przeczyta, w dodatku bez problemów, czyli potrafi,
c) uprzedził lojalnie, ze nie bedzie mówił żadnych wierszy w gronie większym niz jego klasa,
d) odmówił wyjazdu do zabytkowej kopalni, tłumacząc, że woli swoją „kasę” wydac w szolnym sklepiku, zamiast nudzic się wśród staroci.

No tak.. Cóz moge powiedzieć. Obiecałam wychowawczyni, że na niego wpłynę, ale wiem jedno. Mój syn w wieku lat ośmiu odkrył pewną bardzo przydatną dla każdej latorosli prawdę.
Rodzice tak naprawdę mogą go pocałować w nos. No bo co mozna zrobić? Nie puścic na podwórko? Nałozyc szlaban na telewizor? Zabrac kieszonkowe? Zabić?!
Ja na razie zamroziłam mu pieniadze, które dostał na komunię. I już. Płacz i zgrzytanie zębów nie zrobiły na mnie wiekszego wrażenia, a że to mały materialista, to może się zastanowi, ze czasem warto dla świetego spokoju ustąpic?

życzenie specjalne – (schemat)

Ja chcę. I już. No i usiłuję przekonać do tego co chcę, bo czasem trzeba.
Kolejność jest nastepująca:
1. zagajam rozmowę delikatnie, dość szybko przechodząc do rzeczy.
2. Rozważam przez moment możliwość zrezygnowania z tego co chcę, bo odpowiedź jest oczywiscie negatywna, po czym zazwyczaj dochodze do wniosku, że nie ma mowy, bo chcę za bardzo, by rezygnować.
4. Argumentuję ponownie, tłumaczę drukowanymi, z jednej i drugiej strony.
5. trafiam na ośli upór.
6. kłamię, mając w nosie to, że nie powinnam.
Za to wiem co powinnam. Przypierdolić w łeb, prawda?
Ale nie jestem nastawiona agresywnie. Zazwyczaj:-P
Za to jestem kłamczuchą – na specjalne życzenie:-)))

Dopisek dla chill-outa, bardzo istotny, choć nie w temacie:-)

Bardzo, bardzo serdecznie Ci dziekuję :-))