Miesięczne Archiwa: Sierpień 2004

a teraz poważnie:-)

jestem zajebiście zadowolona i chcę jeszcze.
Boli mnie serce, jestem zmęczona, śpiąca, szczęśliwa, szczęśliwa i szczęśliwa:-)))))
Uwielbiam Was – Wy już wiecie, prawda?
Toksyczna zabrała mi przed chwilką popielniczkę, ale muszę jej wybaczyć bo pusciła mnie do kompa:-)))
A do szafy nie poszłam…. chyba nie bedzie potrzebna:-))))

To niesamowite wrażenie, gdy widzisz, ze naprawdę ktoś na Ciebie czeka i cieszy się, że jesteś.

Jestem chora.
Średniak juz mnie nie lubi, gniewa się i warczy.
Chyba słusznie.
Jestem sucz wstrętna, obrzydliwa, wredna, zła, fuj.
Chcę do szafy.

kuracja (cholera, kuracje, recepty….. tak mi się jakoś..)

bardzo ładne zapierdzielanie w pracy, malutka przerwa na gripex i rutinoscorbin, jeszcze ładniejsze zapierdzielanie, pomstowanie w duchu na podstępne bakcyle, które bez pytania usiłują od wczoraj zawładnąć moim organizmem, który niech tylko spróbuje mi figla spłatać i ulec!!!
Wczorajsza bitwa była ciężka, organizm się załamał w pewnej chwili i uśpił mnie niecnie w trakcie czytania, ale dzis nadrobiłam!! Znów praca, gripex, kilka gróźb, skierowanych w stronę niesfornego i nazbyt ulegającego obcym wpływom osobistego organizmu, wystraszył się, ten, tam wyżej wymieniony, respektu nabrał, pozwolił mi w końcu lepiej sie poczuć, no!
I żeby mi to było po raz ostatni Panie Organizm!! W piatek musimy być w pełni sił, zdrowi, grzeszący wręcz ogromnym apetytem na….. imprezowanie;-))) I żeby zadne knowania przez myśl Panu nie przeszły, Panie Organizm Osobisty, bo to się może dla Pana źle skończyć, tak!! Jesli już zwracam sie tak oficjalnie, to znaczy, że nie żartuję! W końcu kto tu rzadzi?!?!?! Hę?

recepta

objawy:
poczucie wykluczenia, przykrość, zwiekszona ochota na marudzenie, wkurw nieoczekiwany i nie wiadomo na co, drażliwość, skłonności do mitomanii, upierdliwość itp.
co czasem pomaga?
zagadywanie rzeczywistości, jebnięcie o ścianę jakimś paskudnym (najlepiej różowym) talerzem lub innnym, równie głośno rozbijającym się przedmiotem, droczenie się z rodzicielką, plucie z balkonu, szukanie guza, wizyta w solarium, napisanie notki, obejrzenie oczojebnej kolekcjii u Athiny, pójście do łóżka, niekoniecznie w towarzystwie, wstanie rano prawą nogą.
No i piątek pomaga!!!!

dupa blada, niech mi ktos powie, że to nic;-//

Uprzedzałam, oswiadczałam, bluzgałam i dupa!!! Czy tegoroczny, chroniczny niedobór kasy los usiłuje mi wynagrodzić w postaci uroczystosci koscielnych?!?! No ja pierniczę, WCALE nie potrzebuję włazic do kościoła bo tak wypada. I nie wejdę!!! Zostałam, moi mili, zaproszona ZNÓW na chrzciny.
Czy ja wygladam na kogoś, kto potrzebuje tego typu zaproszeń? A może to jakaś kara? Może mam się nawrócić czy jak? NIE POTRZEBUJĘ!!!! NIE CHCĘ!!
Limit został juz w tym roku wyczerpany, w dodatku na najbliższych lat dziesięć, co najmniej, co jest grane? Czy ktos sobie jaja ze mnie robi?
To dziwny sposób na wypróbowanie mojej cierpliwości, a ona jest na wyczerpaniu, uprzedzam!
I proszę nie przekonywać mnie o tym, iż zostałam obdarzona pełnym zaufaniem. Bo nie.

bocian pozował parę godzin i czasem strasznie głośno klekotał…

chcesz być:
namiastką,
sybstytutem,
zapchajdziurą,
zamiast,
z braku laku,
bo za późno,
bo za wcześnie,
bo akurat..
???
chcesz???
JA nie chcę!!!

I nie jestem.

piątek, trzynastego – brakuje kota czarnego, ot co!

Dlaczego czasem nie może byc jak dawniej?
Bo to nie o to chyba chodzi..
Są zdarzenia przeszłe juz, (podobno) przebrzmiałe, które mają różny wpływ na nasze postrzeganie „tu i teraz”, ważne jest by jakoś z nimi żyć, czasem udając, że ich nie było, ostentacyjnie ignorowac ich próby ataku na pamięć, czasem dopuszczać wspomnienie ku przestrodze lub tak sobie, dla kaprysu.
Idziemy do przodu, ale chyba nie należy patrzeć wyłącznie w przyszłość bo wtedy odrywamy się od rzeczywistości tak samo skutecznie jak w przypadku, gdy oglądamy się zbyt często za siebie. Można się wtedy potknąć i boleśnie uderzyc.
Ważne jest teraz, dzisiaj, jutro jest zawsze tylko jutrem.
Tu i teraz jest dobrze.
Nawet gdy coś dobija się natrętnie to trzeba to coś kopnąć z całej siły w sam srodek dupy – niech mąciciel niepotrzebny i nieproszony nie przeszkadza. Bo nie jest upowazniony.

NOTKA.jpg

temat poszedł szukać słońca

Jeżeli zauważy się, że nie ma marzeń, to czy wszystko jest ok? Czy oznacza to przesyt, zadowolenie czy może zobojętnienie? A może po prostu one są , ukryte, cichutkie, dyskretne bardzo, nie chcą się ujawniać, może usnęły, a może są perfidne i wyjdą w najmniej oczekiwanym i pożądanym momencie by dręczyć świadomością niemożności ich spełnienia?
A może jest tak, że lepiej jest żyć dniem dzisiejszym, chwytać dzień, nie patrząc na jutro, które nie dość, że jest nieodgadnione to jeszcze zawsze jutrem tylko pozostaje? Marzenia ubarwiają życie – czy na pewno? Trzeba umieć marzyć by tak było… Bo jeśli zawsze chce się więcej to marzenia mogą drażnić, w chwili spełnienia przestając być marzeniami, a gdy spełnić ich się nie da to wywołują uczucie bezsilności..
Ale na przekór sobie mam jedno marzenie – zacząć marzyć, o czymkolwiek.
Bo moje liczne „chcenia” nie zasługują na miano marzeń.
Czy w końcu przestanie padać?

mocne postanowienie

od dzisiaj:
- stanowczo się odchudzam,
- palę jednego papierosa na godzinę, z każdym kolejnym dniem zwiększając czasowy odstęp o kolejne poł godziny, bo od razu przy odchudzaniu NIE DA SIĘ rzucić palenia,
- spaceruję po południu co najmniej godzinę,
- nie wsiadam do windy,
- nie postanawiam na razie niczego więcej.

HOUGH.

dopisek 09.41

jeszcze powinnam postanowić, ze bedę mniej przeklinać – ale poniedziałek nie jest odpowiednim dniem na TAKIE postanowienie, szczególnie gdy juz rano włazi sie na babsko z kontroli, wrrr