Miesięczne Archiwa: Październik 2004

cos w rodzaju przykazań

Lepiej jest wymagać więcej, bo więcej się wtedy dostaje, nawet jeśli nie wszystko czego się chce. A to i tak, kurwa, złudne jest, ale przynajmniej wymagania nam zostaną.
Nie można być nadmiernie pewnym czegokolwiek, bo zaraz okazuje się, ze jest zupełnie inaczej, niż nam się wydaje. I wtedy, w najlepszym wypadku wkurw nas dopada. O najgorszym wypadku nie piszę, nie myślę, bo jestem na to za wygodna.
Nie powinno się być dobrym – wtedy nie będzie nam źle.
Trzeba być dla siebie najważniejszą osobą, zawsze liczyc tylko na siebie i wierzyć, w miarę mozliwości tylko sobie.
Powinno się zawsze w zanadrzu mieć pancerz ochronny, najlepiej niewidoczny dla otoczenia, ale skutecznie odbijający próby zagonienia nas do szafy.
Gdy mamy jakikolwiek wybór to lepiej z wyboru być wredną suką, niż łatwowierną kretynką.

powyższe przykazania wsączył mi dziś do głowy mój biorytm – tendencja spadkowa w każdej dziedzinie zycia.

i tyle.

cytat wieczorny

„Już to przeczytałaś??? Jak Ty to robisz? Jednocześnie oglądasz tv, zagladasz mi przez ramię (?!?!?!?! z daleka, kuźwa?!)*, czytasz i jeszcze rozmyślasz o dupie maryni… Masz chyba wiecej tych szufladek pod czapką..”

*moje, wtrącone zdziwienie

jak czaruję polski futbol ;-PPP

ja cię pierdzielę, ktoś podmienił naszych(?!) piłkarzy, albo zahipnotyzował, hę???
Bu szczęśliwy i w szoku, sześć bramek w przeciągu pięciu dni to może mieć niepokojący wpływ na wytrzymałość psychiczną:-P Albo ktoś ich w dupę kopnął z całych sił i zagroził czymkolwiek bo ja nie wiem co sie dzieje, no:-P
Wkurw mnie dopadał gdy sobie o piłce polskiej pomyslałam, bo piłkarze to nie dość, że głęboko w dupie kibiców mają, motywacji za grosz, bo kasa z nieba im leci za opierdalanie sie totalne, a tu naraz taka niespodzianka..;-)
No ja nie mówię, że źle… wcale tak nie mówię… chociaż wiadomo co myslę, prawda? Ale tak myslę sobie jeszcze, że chwalic nie będę bo znów do normalności przegrywającej tragicznie polfutbol wróci, a jak bluznęłam, pojebańcami okrzyknęłam to jakoś im to bardziej pomaga:-P To ja sobie na myśl o nich będę dalej bluzgać, a oni niech sobie dalej robią to co teraz robią. No.
;-P

przewrotna baba w masce

Szanowna(uhm:>) Pani Jesień usiłuje mnie dopaść, wprost jej chyba muszę powiedzieć, że spadać ma na drzewo.
Babsztyl to wredny, acz strojny w piękne, ciepłe barwy, dla niepoznaki chyba. Łudzi tymi kolorami po to tylko by znienacka zimnem dmuchnąć, dreszczem lodowatym ciało przeszyć, deszczem w twarz plunąć..
Musze znaleźć na nią sposób… teraz to przynajmniej miło jest czasem na nią spojrzeć, za miesiąc pokaze swe prawdziwe oblicze – ściągnie maskę i oczom naszym ukaże się szara i ponura mara, płacząca, zawodzaca i strasząca gołymi kikutami gałęzi.. Podobna nieco będzie do irlandzkiej Banshee..
tak sobie marudze:-P

dopisek:
w notce napisałam Banshee z błędem, zorientowałam się gdy przeczytałam odpowiedź dla podrecznego – poprawiłam, o!:-P
Drogi podreczny. Nie dotrzymałam umowy – palę:-( mój czas chyba jeszcze nie nadszedł:-(

potrzeby

No ja nie wiem… było ładnie.
I już nie jest. Leje, szaro, ponuro.
Ja tu, a powinnam tam.
Przytulić mnie trzeba na-ten-tychmiast!!!
Przyjechać po mnie do pracy, powiedzieć coś miłego, zapewnić po raz enty o czymś, o czym ja dobrze wiem, ale potrzebuję słyszeć często.
Zapewnić, że jestem, że będę, że beze mnie to do bani i w ogóle.
Zabrać na spacer, na dobry obiad, podzielić się kołdrą, uśmiechać się.
Dzisiaj wiem, że jutro tak będzie:))))
Bo tak chcę:-)

:-/

poprzednią notkę trafił szlag..
palce niesforne nie zawsze słuchają, czasem klikną tam gdzie nie powinny…