Miesięczne Archiwa: Listopad 2004

piateczek, kurwa-jego-mać!

po urlopie pierwszy piątek powinien ukoić po trzech dniach pracy, aklimatyzacji, ładnego zapierdalania, powinien nadzieję nieść na weekend udany, zbudować odpowiednią atmosferę, a tu co? Zapierdalać szybko i niekoniecznie ładnie każą, wymuszają wkurw, maskują złośliwość miłym na pozór usmiechem, który zmazałabym najchętniej tym, o czym sredniakowi wykład palnęłam!!
Zaraz mi kurwica parę uszami wypuści, wtedy nie trzeba bedzie niezbyt pewnie stwierdzac, że nie jestem zachwycona! Bo ja myslę, ze to chyba oczywiste jest!

i chcę do domu już.
i pić alkohol też chcę koniecznie dziś.
w dobrym towarzystwie.
z Atką moją, znaczy.
o!!!

hasło na dziś:

babskie imprezy lekiem na glutofobię!!

.

Dobrze, że nie mam dwóch głów, przynajmniej zawsze myślę tą właściwą.

sposób na…???

napisałam dwie notki, po czym wywaliłam je w kosmos. czy to jakiś sposób na nude? bardzo watpię. zresztą nudzi sie podobno tylko ten, kto sam jest nudny jak jasna cholera, więc przyznaję się bez bicia. ja jestem nudna i na razie nic nie chce mi sie z tym faktem zrobic. chyba nawet nie potrafię.
Nuda zerka na mnie z lustra, z oszklonej witryny z ksiązkami, z ekranu tv, ze słoneczka gg, ze śmiesznej, zielonej gęby tlenu, usypia mnie, budzi rano, odbiera chęć do wszystkiego.
Nawet rozrabiać mi się nie chce.

Pink-bunny, sorry wielkie, zdązyłas juz skomentować..

dopisek:
w dodatku miejsce, gdzie chciałam spędzić sylwestra odpada… dupa blada… zamiast zjeżdżać na tyłku będę siedziec w domu..;-((

wróżba z chińskiego ciasteczka..;-P

Nic nie oświetla lepiej niż słońce, lecz czy jest to powód by wyrzucić świecę?

czyli, ze co? zawsze trzeba sobie zostawić jakąs furtkę? czy może przygotować „tyły”? albo nie zostawiać sobie jednej drogi? a moze po prostu poza przyjmowaniem za coś naturalnego dóbr, które sa dla mnie tak oczywiste, że o nie nie zabiegam zadbać o to, by gromadzić takie, które sprawiają przyjemność, lub gromadzić „na wszelki wypadek”, albo jedno i drugie? chyba wszystko na raz. tak. aaaaa… pisząc „dobra” nie mam oczywiscie na myśli jedynie dóbr materialnych. chociaz niektóre pewnie by sie przydały..;-)
dlaczego ja, kurwa mać, nigdy nie wiem co własciwie oznaczają to cholerne wróżby? i po co czasem włażę na tę stronkę z chińskim ciasteczkiem?
a tak se ględzę..;-P

nie wolno chwalić nic, bo nie;-P

oprócz „terenówek” bardzo, bardzo podoba mi się to:

chrysler.jpg

ale to wcale nie znaczy, że kiedykolwiek, w jakichkolwiek okolicznościach będę chwaliła jakis środek lokomocji, a w szczególnosci samochód! Nawet gdy kiedyś, z jakiegoś zaskakującego powodu będzie nas stać na chryslera. To takie złosliwe, przekorne gadziny są, że gdy pochwalisz takiego grata to grat ów, w połowie drogi z Wawy do Katowic zdechnie, po czym pozwoli na naprawczą prowizorkę, dając nadzieję na dojazd do domu, po czym rozkraczy się już całkiem skutecznie, czekając z tym oczywiście aż się ściemni. Potem grat pozwoli się łaskawie holować, a gdy uzna, że holowanie stało sie juz troche nudne szarpnięciem przerwie linę holowniczą, którą na szczęście można było związać, ale grat przez chwilkę miał ubaw. Niedaleko domu przerwie tę linę po raz drugi, mysląc, że mu się uda, ale takie numery to już nie z nami!!!
Ufff… ale warto było:-))))
A chwalić już niczego nie będę, oooooooo nie!!!!

ps.
bardzo przepraszam wszystkich tych, z którymi nie udało mi sie spotkać. Bardzo chciałam, ale myślę, ze co się odwlecze to nie uciecze..

upominek

nie mogę/nie chcę napisać/pisać/opisać.
Mogłabym upierdolić notkę o-złośliwej-wadze-lub-kurwicy-z-powodu-braku-nikotyny-albo-na-przykład-o-głębokiej-bezmyslności-z-jaką-tak-bardzo-mi-do-twarzy, ale nie chce mi sie dzis niczego zagadywac.
niczego w życiu nie mozna byc pewnym, w dodatku cholerna natura wyposażyła kobiety w pieprzoną intuicję, co to ma być, kurwa bonus? prezent?
baaaardzo dziękuję:-/
bardzo. Wiadomo, natura jest rodzaju żeńskiego.
„Kuba Bogu jak Bóg Kubie” nie zawsze można, bo niekoniecznie jest dobrze, gdy:
na pokaz,
na złość,
w odwecie,
desperacko.
Zaczynać od nowa to ostateczność, ciekawe czy stanie sie koniecznością.
Od jutra urlop.
Wystarczy mi dziś żubrówki?

bleh, bleh, bleh, bleh

Byle jak mi na organiźmie.
Wszystkiego na raz się nie da? A dlaczego do jasnej cholery?!
Własnie chcę na raz i już.
Odrzucenia dzień siódmy, ale jeść mi sie chce ;-((( Kurwa mać!
Ząb nie boli, dupa rośnie, niech mnie ktos łaknienia na czas jakiś, blizej nie określony pozbawi!!!!!
Bleh:-//
Że co? Ględzę bez sensu? No i kij, se poględzę jak mi się będzie chciało:-/

Może afirmacja jakaś??
ja, lu, jestem wolna od nałogu jedzenia
ja, lu, jestem wolna od nałogu jedzenia
ja, lu, jestem wolna od nałogu jedzenia
ja, lu, jestem wolna od nałogu jedzenia
ja, lu, jestem wolna od nałogu jedzenia
ja, lu, jestem szczupła, ważę 55 kg
ja, lu, jestem szczupła, ważę 55 kg
ja, lu, jestem szczupła, ważę 55 kg
ja, lu, jestem szczupła, ważę 55 kg
ja, lu, jestem szczupła, ważę 55 kg

aaaaaaaaaaaaaaaaaa…
ratunku!!!!!!!

Apetyt muszę wysłać do diabła, w pietruszkę, na drzewo, w pizdu, gdziekolwiek, byle daleko!!!!
i wstęp wzbroniony!!!

poniedziałek to odpowiedni dzień na 1 listopada – tak samo ich nie lubię;-//

Zostałam odrzucona*. Pięć dni temu. I te odrzucenie jest mi bardzo na rękę. A jeśli potrwa jeszcze co najmniej dni dziewięć to kupię sobie prezent – już upatrzyłam:-P
Ponadto nie zdarzyło sie ostatnio nic szczególnego. Przeżyłam tylko dwa zamachy, z czego jeden był udany. A zamachnął się mój Kamil, kubkiem z czymś czerwonojakimśtam, co w wyniku rzeczonego zamachu ozdobiło moją bluzkę bardzo oryginalnym, nieregularnym wzorem, który dumnie prezentowałam w sklepie, bo tam właśnie ten zamach się uskutecznił.
Poza tym jestem przeziębiona. I idę jutro do pracy. Ale za to idę na cztery dni, a potem laba!!! W dodatku w listopadzie przepracuję tylko jeden poniedziałek, czyli to będzie jeden z niewielu bardzo przyjemnych listopadów:-)
No i co jeszcze… kiedys napisałam o sytuacji, w której moje myśli w słowa nie chcą się ubrać i na golasa biegają – teraz jest podobnie, ale tym razem chyba znam powód – wiosenno-letnia temperatura pod koniec października i w listopadzie, ot co!!!

*odrzucenie dotyczy pewnego nałogu – bo ja nałogi uwielbiam do tego stopnia, że nie jestem ich w stanie (od)rzucić:-P
Czekam więc, az one (od)rzucą mnie:-)