Miesięczne Archiwa: Grudzień 2004

Panie 2004 – Panu dziękujemy!!!

postanowienie noworoczne:

STANOWCZO POSTANAWIAM, ŻE W NOWYM ROKU NIE BĘDĘ NICZEGO POSTANAWIAĆ I NICZEGO SOBIE OBIECYWAĆ!
(chyba, że w wyjątkowych okolicznościach, bo przecież nigdy nie mówi się nigdy, prawda?)

HOUGH!!

no to… do siego!! (czy jak to się tam pisze:-P)

ostrozniezbabelkami.gif

kartka pochodzi z serwisu kartki.onet.pl

padam!!

na twarz i wszystko na co paść można:-//
Po pracy potrzebuję jedynie snu bądź rozrywki lekkiej, łatwej i przyjemnej, absolutnie nie wymagajacej przemieszczania się czy nawet wstawania z kanapy.
A moja rodzicielka to ma wyczucie..;-)) dostałam na gwiazdkę „Zniewolony umysł” Miłosza, bardzo sie ucieszyłam, rodzicielkę wycałowałam, okładkę uważnie obejrzałam, żeby nie było, z do rąk nie wzięłam, po czym zabrałam sie za czytanie Harrego Pottera.
Miłosz musi poczekać aż po godzinach pracy bedę zdolna do uzytku:-/

na wszelki wypadek – bawcie sie szampańsko, ja w sylwestra ogladam tv, z bu, w piżamie.

no to co?? Wesołych Świąt!! :-))

tak pięknie życzyła blogowiczom part-two, ze az wprawiła mnie po całkiem paskudnym dniu w zupełnie świąteczny nastrój:-)) czarodziejka, naprawdę..
Ja tak bardzo po prostu życzę Wam wszystkim pogody ducha, poczucia humoru, świąt takich byście wspominać je mogli z uśmiechem, a jeśli nawet ze łzą to niech bedzie to łza wzruszenia, a nie smutku i żalu.
Życzę Wam moi drodzy pancerza, który odbije każdą przykrość i krzywdę, ale przepuści okazaną życzliwość, ciepło, miłość, sympatię i wszelkie pozytywne uczucia:-)))

swieta%20-%20Magdaleny.jpgbombka%20Kamila.jpg

a te rysunki powyżej to prezent, specjalnie dla Was od moich dzieci – Magdaleny i Kamila:-)))
Wesołych Świąt:-)))

prawie nieżywy

po trzech dniach wylegiwania (wylegiwanie z powodu choróbska) i ignorowania wrzeszczących na mnie i upominających się o umycie okien, drzwi i innych półek czy tam paneli, wybralismy się z bu na przedświateczne zakupy. Kupiliśmy parę niezbędnych w czasie świąt rzeczy, nic wielkiego, ale rachunek przyprawił moją lewą powiekę o nerwowe podskoki i chyba dlatego kasjerka, zerkając na mnie z niepokojem, poinstruowała mnie z przemiłym usmiechem, iż z rachunkiem owym powinnam udać się pod namiot i odebrać karpia.
No to poszłam szukać tego namiotu, widze – stoi, z karpiowymi napisami, ze niby tutaj to on najtańszy jest bo gratisowy zupełnie. Jak gratisowy to faktycznie się opłaca, tak se pomyślałam i wlazłam do namiotu.
- żywy ma być czy martwy?
- no żywy, tylko zabity, jesli moge prosic.
- to jaki w końcu??
- no mówie panu, ze żywego mi zabić proszę.
Karpia przed chwilką żywego, ale zabitego swieżo całkiem zaraz do mojej rodzicielki zawieźliśmy, bo ja sobie nieźle radzę raczej z filetami mrozonymi, a nie z prawie zywym, bo zabitym przed chwilką karpiem… I nosa miałam, ot co!!! Bo ta zabita swinia się całkiem zywa zrobiła u rodzicielki!! I sąsiada trza było wołać. No ale już chyba nie ożyje, jak zamrozony jest, ciekawe dlaczego taki zywotny, wkurzyło go, ze tak tanio, gratis jego skórę sprzedali??

zimna drania

przypomniało mi się własnie, że miałam koszmar, najprawdziwszy!!! śniło mi się, że urodziłam synka, oczy miał mojego Kamila, śliczny był, a ja zastanawiałam się jak zadzwonic do mojej mamy i powiedzieć jej o tym, ze trzeci raz została babcią w sposób, który od razu nie spowoduje u niej zawału:-P bo ciąży to nawet ja w tym snie nie kojarzyłam jakoś… Cholera, koszmar to był straszliwy, no bo jak ja mogłabym wydać na świat trzecie, biedne maleństwo będąc zupełnie zimną dranią, no jak, ja się pytam?!?!?!
Przeciez ludzkie, normalne uczucią sa mi najzupełniej obce, kurcze no..

błękitna wróżka

ten film juz dość dawno gościł na ekranach naszych kin, ale ja obejrzałam go dopiero wczoraj… Baśń o Pinokio, osadzona w realiach(?!) odległej przyszłości, opowiadająca o miłości bezgranicznej, absolutnej, której nierozerwalnymi towarzyszami są wierność, zazdrość, bezwzględność, wieczność i poczucie ostateczności…
A ja, głupia, głupia baba, rzewne ślozy lałam nad losem robota, którego twórca skazał na uczucia..
Operacja nieodwracalna.

cholera, czy to dlatego spałam dziś do 12.30???

to się nazywa pomysł!!!

jestem zachwycona pomysłowością pracowników jednego z tutejszych hipermarketów, naprawdę!
Wyobraźcie sobie, ze w promocji mozna było dziś kupić telewizor plazmowy, przeceniony z 1.799,-PLN na 12.999,-PLN
tak, to właśnie takie kwoty, dobrze napisałam, nie „zjadłam” żadnej cyferki.
Tylko geniusz mógł dojść do wniosku, że nikt nie zechce kupić „plazmy” za niecałe 2 tysiące, mysląc, ze to jakaś kiepska podróba, więc wymyślił, zeby przecenić ją na 13 tysięcy, bo to przecież bardziej normalna cena… Cholera, sama kupiłabym w te pędy ten telewizor, ale mam alergię na niektóre promocje… no nie wiem… myslę, ze powinni go przecenić na 25 tysięcy, o!!

i chuj.

cały czas mi czegoś brak, bez przerwy.
słońca, którego trzy miesiące ktos w tym roku ot tak, po prostu, w chamski sposób zajebał i nie oddał.
paru innych rzeczy, o których nie napiszę bo i po co.
a nie dość, że mi brak to jeszcze tracę coś, czego chyba żałować nie powinnam, ale już taka głupia jestem, że jednak jeszcze mi zal.
spontanicznego uśmiechu mi brak.
mam dość tego, że niezręcznie jest mi tutaj pisac o tym co chciałabym wykrzyczeć.
mam dość tego, że nic na powyższą „niezręczność” nie mogę poradzić.
mam dość traktowania mojej osoby jak zło konieczne i zadowalanie się moja obecnością tylko dlatego, że coś nie wypaliło.
mam dość tego, że godzę się na to, by być coraz bardziej nijaka.
a w piątkowe wieczory, gdy siedze sama to zazwyczaj chcę się już tylko upić.

sezon

prześladowały mnie od pewnego czasu, czasem śniły się w nocy, czasem patrzyły bezczelnie na mnie gdy przechodziłam obok, na siłę chcąc przykuć mą uwagę.
osiągnęły cel.
są takie…. sucze, może nieco kiczowate, ale na pewno na swój sposób atrakcyjne, na wyjście, absolutnie nie do chodzenia.
no i.. musiałam je kupić. musiałam, no!
moje 10-centymetrowe szpilki:-P

cóż… dziś pierwszy dzień grudnia.
sezon prezentów uważam za rozpoczęty.

poza tym w grudniu mozna zupełnie bezkarnie pisac notki o pierdołach:-P