Miesięczne Archiwa: Kwiecień 2005

chaotycznie nieco

jest tyle rzeczy, o których chciałabym napisać, a nie potrafię..
tylu ludzi, których chciałabym poznać, a pewnie nigdy nie będzie mi to dane..
Byłam zła gdy dowiedziałam się, ze na moim balkonie, w szafce, przeznaczonej do wyrzucenia uwiły sobie gniazdo gołebie.. przed chwilką widziałam malutkie gołąbki. No to wypada poczekać z wyrzuceniem szafki do czasu, gdy nauczą się latać?
A jeszcze wczoraj myslałam, że szafke wywieziemy w jakieś spokojne miejsce, hmm..
Źle ze mną.
Chciałabym być taka jak Scarlett – a nie zawsze potrafię.
Mam w sobie pełno szczepionek, którym pierdolą się bakcyle.
Odkryłam w sobie zawiść i nie potrafię przejść nad tym do porządku dziennego.
Rybkom kupiłam skałę, która zmieniła kolor po włożeniu do akwarium.
Wypiłam całe wino – jesli ktoś mysli o normalnej objętości.
Nie lubię ostatnio na siebie patrzeć.
Chciałabym dostac propozycję pracy w budżecie – ale samodzielnie i bez towarzystwa.
A przecież wydaje mi się, że lubię ludzi?

a może ostatnio nie lubię siebie?

o rybach będzie

Bojownik Patej dostał w prezencie dwie zony, które niedawno uczynił wdowami.
Po upływie stosownego okresu żałoby (co nastapiło zaraz po wpływie środków pienieznych na moje konto) stwierdziłam, że sprawiedliwości musi stać się zadość, po czym sprezentowałam wdowom nowego małzonka, pięknego, czerwonego tym razem bojownika o wdzięcznym imieniu Boniek.
Zaloty Bońka ogląda się z wielka przyjemnością, bowiem tańczy koło swoich zon, pływa do tyłu i kiwa się wdzięcznie i chyba na razie na tym kończy się ich życie seksualne;-P
Zupełnie inaczej niż Patej, który niemiłosiernie wyskubywał żonom płetwy, po czym bzyknął tylko jedną z nich i opuścił ten padół.
No i ładnie… miała być ryba, co kasy trochę przyciągnie za niezbedne minimum, a ja, jak juz wlazłam do sklepu z zamiarem kupienia TYLKO ozdobnych kamyczków wylazłam z niego taszcząc akwarium, 4 kg żwirku, nową roślinę i zaczynam się juz zastanawiać jakie filtry i pompki jeszcze powinnam dokupić, poza tym zamek, który w kuli wygladał nieźle w akwarium zupełnie się schował, ale nic to – widziałam juz odpowiedni;-)
A dziś zastanawiam się jeszcze bardzo intensywnie kogo mam wrobić w karmienie bońków w długi weekend?!

pod wpływek kurwaimpulsu

o matko kochana jak mnie wkurwiaaaaa!!!
wkurwia mnie tak, że sie duszę, tak strasznie chciałabym larwę wydrzeć, zjebać, opierdolić, albo iść w chuj ale jesli się duzo czasu razem spędza (bo innej opcji niestety brak) to lepiej kurwą rzucic w przestrzeń i wyjść na fajkę – co niniejszym czynie:-/

wszystko przez to, że zebrań nie lubie.

Zebranie w sprawie zielonej szkoły.
Wchodzę, przed czasem jak mniemam i juz w tej chwili mam niejasne wrażenie, ze sie mylę.
Siadam w ostatniej ławce, przepisuję z tablicy nazwę ośrodka i kod pocztowy, gorączkowo zastanawiając się GDZIE własciwie mój syn jedzie, bo na ten temat informacji brak.
Rozglądam się – ani jednej znajomej twarzy, czy ja na pewno dobrze trafiłam?!
Słyszę, że wpłaty są dzis przyjmowane, ludziska wychodzą to i ja jak ten baran idę i pozbywam się gotówki, dalej nikogo znajomego z klasy Kamila nie widzę, wychodze więc i tak sobie mysle, że mój synuś juz niedługo jedzie sobie beze mnie na drugi koniec Polski, bedzie sam sobie prał majtki i skarpetki i bedzie daleko i się nie bedzie przytulał i bedzie jechał kawał świata jakimś cholernym autokarem, a ja bedę usilnie mysleć o tym, ze na pewno dojedzie cały i zdrowy..
Reflektuję się niedaleko domu i uzmysławiam sobie, ze własciwie to ja nie mam zielonego pojęcia KIEDY własciwie jest wyjazd (nie mówiąc juz o powrocie)..
no tak… chyba napiszę maila do wychowawczyni, ona na pewno wie więcej niż ja:-//

dopisek 22.40
chyba napisze jutro tego maila i udam, ze to nie ja na zebraniu byłam tylko znajoma, która się troche pogubiła, a ja osobiście nie mogłam bo przecież Kamil ma świnkę i jesli napiszę, że ja to nie ja to chyba mnie za wariatkę nie weźmie tylko dlatego, ze nic nie wiem?

programem tv mozna se tyłek podetrzeć – w razie jakby kloptaśmę ze sklepów wycofali;/

jutro bolesny powrót do zawodowej codziennosci, az mnie telepie;-/
Poza tym jestem zła bo czekałam sobie na Jacka Nicholsona, a oni mi tu rozwazną i romantyczną puszczaja, bu pod nosem bąknął, ze moze striptiz bedzie, właczamy tvn-a, a tam Jolka Kwasniewska siedzi i na pytania Najsztuba odpowiada, ja nie wiem czy to w porządku, mieć nadzieje, ze pierwsza dama się na wizji rozbierze… Tak jakby nie wystarczył mu dzisiejszy widok braci Kaczyńskich, którzy księzyc kradli… w dodatku mi mówi, że jak o braciach wspomnę (a chciałam napisać bracia Kwasniewscy, nie wiedziec czemu)to ludzie pomysla, ze walnieta jestem i w dodatku blondynka, nosz kurwa – w końcu sam marudził, żebym sie przefarbowała, a jak pasemka sobie zrobiłam to sie krzywił, że za mało.
Chyba jutro wysle totka z własnymi numerami, w sobotnim idolu udało mi sie wytypowac idealnie trójkę i nawet nie pomyliłam się w kolejnosci, czyli – wykorzystać te zdolność muszę, a jak sie nie uda to na totoloto sie obrazę.

leniuchowanie chorobowe

To całkiem niezłe jest, takie siedzenie w domu na zwolnieniu chorobowym.
Oglądanie horrorów zamiast wiadomości całodziennych na jeden temat.
Gadanie z rybami i podawanie im palców do szczypania.
Tłumaczenie koleżance córki, ze nie jeden 12-letni facet jest na swiecie.
Nastawianie przypominacza koleżance (czyt. nowej dziewczynie) syna na 18.50, zeby była na czas w domu.
Czytanie odkładanych „na potem” ksiązek.

Jestem tylko ciekawa ile czasu będe się przyzwyczajać znów do pracy.

A poza tym cos mi sie wydaje, ze odzwyczajam się od bloga.