Miesięczne Archiwa: Październik 2005

bo własciwie nie chce mi się

Miałam sen. Nieudolnie bardzo jechałam rowerem (do pracy??? z mamą??? chuj wie dokąd i z kim??) i gdzieś ten rower się, po drodze, zapodział. Przedtem (a moze potem???) niosłam gdzieś Miśkę, która mnie troszke obsrała;-))) Buźki nie widziałam, ale mam wrazenie, ze to własnie Miska była;-) To na szczęscie pewnie;-)
Niebo w ciągu dnia zachwyca i wkurwia niemozebnie, bo na kija mi teraz takie czyste i błekitne, wolę zeby było takie latem!
Przypomniało mi się, ze chuj jest swego rodzaju omnibusem – wie wszystko!!
A dobra metaxa nigdy nie jest zła!!!

;-))))

ja pierdziele…;-)))
wygrałam fotel dmuchany:-)
będzie wiecej miejsca do siedzenia na imprezach – miejsca dla niepalących, że zaznaczę;-P
Co prawda, do wygrania było 40.000PLN, ale co tam – fotel to też coś;->

cicho wszędzie..

Jak ja nie lubię poniedziałków po blogoimprezach to sobie chyba nikt nie wyobraża!!!
Nie dość, ze juz wczoraj dom jakoś nienaturalnie opustoszał i zrobiło się jakoś dziwnie cicho, to jeszcze dzisiaj trzeba się przestawić na tryb – intensywna praca. A w domu będzie znów głucho..
Dobrze, że zostały różne rzeczy, więc właścicielki wrócą po nie na pewno:-))

złoto i miedź wszędzie:-)

Młyn, sajgon, zalatanie, zagonienie, zapierdziel i jeszcze nie wiem co, ale to dobrze:-)))
Jesień stroi sobie ze mnie żarty, wie przeciez dobrze, że jej nie lubię i atakuje mnie feerią barw i (zazwyczaj) błękitnym niebem, zmuszając do zachwytu:-)
No to niech ma – co mi tam.
Przyznaję, z przyjemnością, o dziwo, ze piękna jest tegoroczna jesień, aż oczy śmieją się, gdy widać kawałek lasu.
A ja zamawiam na ten weekend pogodę!
I już czekam, z niecierpliwością wielką na jutrzejszy dzień:-)))

monotematycznie, bo mi w krew weszło

jebane rurki gazowe sa ZNOWU w trakcie przebudowy.
Monterzy byli i se pojechali po to, by przyjechac w piatek, jak juz RURKI beda inaczej.
Gazopierdolone rurki zmarnowały mi dzień urlopu, który juz teraz jest dla mnie na wage złota.
Na szczęście nie mam niczego do wpierdalania, oprócz zupek, których nie lubię, ale za to mam resztke lochy i zaraz jak pójdzie fachowiec od gazojebanychrurek wypiję ja chyba duszkiem.
Bu poszedł do pracy, dzieci w zagraconych do granic mozliwości pokojach usiłują odrabiać lekcje.
Kupiliśmy farbę, bo MUSIAŁAM pomalować to, co sie jeszcze do malowania nadaje – inaczej się wscieknę i kogos zagryzę.
Zostało mi tego malowania juz bardzo malutko;-(
niech mnie ktoś przytuli, pocieszy, inaczej chuj mnie strzeli na miejscu!!!!
nie moge o tym dalej myśleć, nie moge, nie, nie, nie, nie.
POMYSLĘ O TYM JUTRO.
a jutro bedę dalej powtarzac powyzsze zdanie.

dopisane po dawce lochy:
kiedys, dawno temu, napisałam, ze cyferki trzymaja mnie przy samej ziemi, nie pozwalajac spojrzeć w niebo. Od jakiegoś, dłuzszego juz czasu, trzyma mnie przy samej ziemi więcej spraw. A moze, po prostu, nie potrafie juz podnosić wysoko głowy po to, by myślami oderwać się od ziemi?